W listopadzie zeszłego roku klient poprosił mnie o ofertę na szkolenie dla wyższej kadry menedżerskiej w zakresie VUCA. Jak doskonale wiemy, akronim ten z angielskiego: Volatility - Uncertainty - Complexity - Ambiguity, zwięźle definiuje charakter dzisiejszego biznesu.

Mały to być 4 godz. warsztaty wprowadzające do tematyki VUCA. Co to jest, jak się za to zabrać, jak można działać i przygotować się na takie czasy. Przygotowałem dobrą ofertę, zaproponowałem konkretne rozwiązania na każdą z 4 literek i ... klient odwołał szkolenie, twierdząc, że ma ważniejsze zadania bieżące i nie może teraz poświęcić czasu tematowi, który nie jest dla niego priorytetowy. 

Duża organizacja nie miała 4 godzin, żeby przygotować się na trudne czasy? 

Zastanawiam się, w ilu firmach w Polsce i na świecie miał i ma miejsce podobny proces - zwycięstwa bieżączki nad myśleniem strategicznym. Owszem, wiemy, że biznes jest dynamiczny, zmienia się, zaskakuje i powinniśmy przygotować się na nadchodzącą przyszłość. Ale z zarządzaniem ryzykiem jest tak, że nikt o tym nie myśli poważnie, zanim się COŚ nie wydarzy. No bo po co wydawać pieniądze na coś, co może nigdy się nie stanie? 

Do czego to prowadzi - widzimy i doświadczamy tego dzisiaj wszyscy. Abstrakcyjne teorie zarządzania trafiły pod strzechy i dotyczą każdego bez wyjątku. Witajcie w świecie VUCA! W Nowym, wspaniałym świecie, w którym każdy z nas odczuwa, jak destrukcyjny wpływ na życie milionów ludzi mają decyzje zaniechania wąskiej grupy decydentów, menedżerów lub specjalistów.

Shit hits the fan

Okazuje się, że zjawisko, którego dziś doświadczamy, od dawna ma już swoją nazwę. W terminologii survivalowej "SHTF - Shit hits the fan", określa sytuację, kiedy niepewne i chaotyczne wydarzenia osiągają stan kulminacji i nikt nie może już przed nimi uciec. Kiedy sytuacji doświadcza, lub przynajmniej czuje ją każdy - jak w dosłownym rozumieniu tego terminu :). Kiedy lista ryzyk się materializuje. I trzeba zająć jakieś stanowisko. I zacząć działać.

W USA wielką popularnością cieszy się kultura "preppersów". Prepper to osoba, która przygotowuje się na przetrwanie w razie katastrofy - kiedy SHTF. Preppersi gromadzą zapasy żywności i wody, specjalny ekwipunek do przetrwania, uczą się technik survivalowych. Uczą się rozniecania ognia łukiem ogniowym, zastawiania pułapek na drobne gryzonie, a następnie ich skórowania i przygotowywania z nich posiłków. Uczą się, jak zbierać ręcznikiem poranną rosę, żeby mieć codzienną porcję wody, albo jak uzdatniać do picia wodę z kałuży. Świetnie orientują się w terenie bez mapy, wyznaczając kierunki świata z ruchów słońca, wiedzą co i jak można zjeść w lesie i jak chronić się przez dzikimi zwierzętami. Wiedza w tym temacie jest olbrzymia, a kursy survivalowe - coraz bardziej popularne. Sam takie prowadzę dla młodzieży i korporacji.

Wiele osób podchodzi, a może powinienem już powiedzieć "podchodziło", do tego nurtu ludzkiej aktywności z lekkim dystansem i ironią. Traktowało go bardziej jako sposób na rekreację i spędzanie wolnego czasu w zgodzie z naturą. No bo czy można poważnie traktować dorosłych ludzi, którzy całkiem na serio, poświęcają wiele czasu i środków na przygotowanie się na Apokalipsę Zombie?

Okazuje się, że niekoniecznie musi to być od razu Zombie. Wystarczy mały wirus, aby wywołać stan SHTF.

Jak przetrwać SHTF?

Na kursach survivalowych na początku zajęć zawsze zadaję jedno pytanie: od czego zaczniecie, żeby przetrwać? Życie Was zaskoczyło, jesteście w nieznanym miejscu z rodziną, ściemnia się, macie jedną butelkę wody - co zrobicie? Jaka powinna być pierwsza rzecz, która może uratować Wam życie?

Ludzie improwizują, wymyślają różne scenariusze. Szukamy pomocy. Budujemy obóz. Ściągamy benzynę z baku i rozpalamy ogień. Pomysłów jest wiele, ale jaki jest właściwy? Postawcie się Państwo w takiej sytuacji. Co Wy byście zrobili?

Prawidłowa odpowiedź zawsze szokuje. Pierwszą rzeczą jaką robimy w sytuacji przetrwania, to:

siadamy wygodnie i spokojnie oddychając liczymy do 10

Dlaczego? Stres i strach wywołują w nas natychmiastową odpowiedź hormonalną. Uruchomiony przez ciało migdałowate układ współczulny stymuluje wydzielanie kilku hormonów, z których najbardziej znane są adrenalina i kortyzol. Adrenalina przygotowuje nas do działania, a kortyzol zwiększa produkcję glikogenu - daje paliwo do walki o życie. Niestety, ma to też swój efekt uboczny, o którym większość ludzi nie wie. Adrenalina powoduje odcięcie dopływu krwi do największej zdobyczy ewolucyjnej człowieka - płatu czołowego. Człowiek w sytuacji zagrożenia ma działać instynktownie, a nie zastanawiać się "czy ja byłam z pieskiem, czy bez pieska". Dla preppersów nie robi to wielkiej różnicy - to, co trzeba robić mają wytrenowane w pamięci ciała. Dla osób nieprzygotowanych oznacza to mnóstwo głupich decyzji, które czasem prowadzą do tragedii. 

Jaki z tego wniosek? Kiedy SHTF - usiądź, uspokój się, pozwól, aż Twój umysł zacznie znowu pracować logicznie nad wyjściem z tej sytuacji. Na pewno coś wymyślisz, ale poświęć 2-3 min. na to, żeby dać sobie czas na opracowanie planu działania.

VUCA, SHTF, a Twój biznes

Świat się zatrzymał. Biznes się zatrzymał. Konieczne działania, które mają nas obronić przez śmiercionośnym wirusem wywołały spowolnienie procesów biznesowych i dają nam czas na przemyślenia. To pozytywny efekt uboczny narodowej kwarantanny. To nasze 10 oddechów, które pomogą krwi wrócić do płata czołowego i wyciągnąć z SHTF właściwe wnioski i przygotować plan na przyszłość. Nie chcieliście poświęcić w skali korporacji 4 godz. na planowanie przyszłości. To teraz macie na to 2 tygodnie. 

Czy jednak właściwe je wykorzystamy? Czy wyciągniemy z naszych doświadczeń lekcję na przyszłość? Jestem umiarkowanym optymistą, bo historia uczy jednego. Nigdy nikogo niczego nie nauczyła.

Tak czy inaczej, moja żona postanowiła, że jedno z pomieszczeń w piwnicy zamienimy w "preppers stash" - schron dla naszej rodziny na czas SHTF.

My mamy już konkretne wnioski. A Ty co zrobisz? Czy już to wiesz?